Sezon ISesja 2

Moja Ukochana Sophie,

Zaledwie wczoraj kreśliłem do Ciebie słowa pełne trwogi, a już dziś chwytam za pióro ponownie, albowiem wypadki w tej zapomnianej przez Boga osadzie toczą się z prędkością lawiny. List ten powierzam rękom niejakiego pana Brauna, persony o nader osobliwym łączeniu profesji – pełni on bowiem w Glamrock funkcję burmistrza, parając się jednocześnie rzemiosłem grabarza. Obiecał on, iż przekaże moją korespondencję pierwszemu dyliżansowi, jaki wyruszy stąd na wschód, w stronę naszego Belle Rive.

Dzień dzisiejszy przyniósł nam gorzkie owoce wczorajszego starcia. Okazało się, że owa hałastra, z którą, w obronie honoru, zmuszeni byliśmy się zetrzeć, poszukiwana była przez prawo. Wartość ich głów wyceniono jednak na upokarzająco niską kwotę piętnastu dolarów od łotra, podczas gdy ich herszt, który zdołał umknąć sprawiedliwości, wart jest dolarów sto. Pali mnie wstyd, moja Droga, iż potomek rodu Lafayette musi schylać się po tak nędzne grosze, niczym pospolity łowca nagród, lecz nasza sytuacja finansowa nie pozostawia mi wyboru. Muszę dławić swą dumę, by ocalić to, co nam jeszcze pozostało. Co gorsza, zła sława naszego drogiego Aarona dotarła nawet tutaj. To on sam, przyszedł do mnie, dzierżąc w dłoni zmięty papier, który znalazł w biurze szeryfa. Był to list gończy wystawiony za nim samym, opiewający na niebagatelną sumę tysiąca dolarów. Musimy zachować najwyższą ostrożność, by nikt nie rozpoznał w nim owego "Diabła", gdyż chciwość ludzka w tych stronach nie zna granic.

Moje zmysły wystawione są tu na najcięższą z prób, a granica między światem żywych a zjawami zdaje się zacierać. Ów Izaak, o którym wspominałem wczoraj, podróżuje w towarzystwie świni, z którą łączą go relacje, ośmielę się rzec, podejrzanie zażyłe. Będąc w saloonie, spostrzegłem to bydlę wałęsające się tuż przy moim krześle. Powodowany irytacją i chęcią przepędzenia zwierzęcia, zamachnąłem się nogą, by wymierzyć mu solidnego kopniaka. Ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu i przerażeniu, moja stopa przeszła przez ciało wieprza niczym przez gęste powietrze czy kłąb dymu! Czy to możliwe, by w tej przeklętej mieścinie nawet zwierzęta były widmami?

Wspomniany saloon stał się też areną innego odkrycia, które – mam nadzieję – odmieni nasz los. W miejscu, gdzie Aaron znalazł swój list gończy, ja w natrafiłem na inny – za pewną krupierką, Mademoiselle Fortune. Ścigają ją za paranie się czarną magią, a nagroda również wynosi tysiąc dolarów. Początkowo zbyłbym to jako zabobon, lecz po partyjce, którą z nią rozegrałem, nabrałem pewności. Grałem perfekcyjnie, Sophie, a karty układały się po mojej myśli, a mimo to ona wygrała. Jest w tym coś wysoce nienaturalnego, co potwierdziła sama, rzucając między słowami, iż ów "dar" ma we krwi. Jestem pewien, że domyśla się mojej wiedzy, gdyż nieudolnie próbowała wyciągnąć mi ów list z kieszeni surduta. Jedyne pocieszenie w tym, że choć szulerką jest diaboliczną, to talentu do kieszonkowstwa poskąpiła jej natura. Powziąłem jednak decyzję – gdy tylko nadarzy się dogodna okazja, zamierzam pojmać tę wiedźmę i zgarnąć nagrodę. Tysiąc dolarów to kwota, która nieco oddali od Belle Rive ostrze gilotyny.

Bądź dzielna, moja Najdroższa, i módl się za powodzenie moich planów.

Twój na zawsze, Jacques